Puściłem tak głośnego bąka w trakcie snu, że sam się obudziłem

Puściłem tak głośnego bąka w trakcie snu, że sam się obudziłem.
Szkoda, że zasnąłem podczas spotkania firmowego.


Puściłem tak głośnego bąka w trakcie snu, że sam się obudziłem.
Szkoda, że zasnąłem podczas spotkania firmowego.

Życie ostatnio daje nam bardzo w kość na wielu frontach.
Ja bardzo dużo pracuję, a na dodatek mamy w domu niemowlę.
Po czternastogodzinnym maratonie pracy wróciłem do domu do żony w środku nocy niechcący ją budząc.
Żona zaczęła nieprzytomna szukać naszej córeczki i nie mogła sobie przypomnieć, gdzie jest i dlaczego jej nie ma, wpadła w potworną panikę, a ja sam nie umiałem udzielić jej odpowiedzi.
Dopiero po dłuższej chwili sam sobie przypomniałem, że mała śpi u teściowej piętro niżej, bo poprosiliśmy ją o pomoc w tym gorączkowym czasie.
Nie jest, jak widać z nami dobrze.

Pracuję w sklepie z odzieżą i widzę, jak kobiety niepotrzebnie przejmują się rozmiarami, zamiast po prostu kupować to, w czym dobrze wyglądają. Ostatnio przyszła do nas dość krągła dziewczyna i poprosiła o "największe dżinsy w rozmiarze M, jakie mamy". Na oko od razu wiedziałam, że nosi XL, więc podmieniłam metki, przyniosłam jej, ubrała się, wyglądała świetnie i kupiła. Po 20 minutach do sklepu wparowała z tymi spodniami jej matka (2 razy większa) i twierdziła, że jak śmiemy obrażać jej dziecko takim rozmiarem i że mam teraz wymienić spodnie na "S". Byłam zniesmaczona jej zachowaniem, ale wszystko nadrobiła mina, którą zrobiła, gdy zobaczyła, jak w rzeczywistości wygląda ten rozmiar. Po cichu bąknęła "przepraszam"i wyszła.

Jestem bardzo wrażliwa dotykowo, nie lubię nic klejącego, piaskowego, żadnej plasteliny, etc.
Moje dzieci zazwyczaj takimi rzeczami bawią się z tatą, ale mąż wyjechał w delegację i zostałam z nimi sama.
Córka przyniosła mi do sypialni pudełeczko z jakąś substancją i poprosiła o otwarcie.
Siłowałam się z pudełkiem dłuższą chwilę tylko po to, żeby wybuchło mi w dłoniach i obryzgało praktycznie pół sypialni, mnie i moje włosy.

W końcu podjąłem decyzję o rozwodzie.
Nosiłem się z tym już od około pół roku, robiłem praktycznie wszystko, żeby uratować małżeństwo, ale poddałem się i poprosiłem żonę o rozwód.
Ta, praktycznie w okamgnieniu zgodziła się i pobiegła na górę pakować swoje walizki, żeby przenieść się do naszego drugiego mieszkania w ramach rozpoczęcia separacji.
Teraz poważnie zastanawiam się czy nie byłem przez ostatni czas sabotowany tylko po to, żebym to ja podjął tę decyzję.