Wsiadłem do autobusu MPK, w którym jechała gromada dzieci, na oko 7-8 letnich, najwidoczniej jakaś klasa z podstawówki.
Kilka przystanków później wysiadali, zauważyłem wtedy dzieciaka, który nie idzie za nimi.
Chcąc mu pomóc wziąłem go, wystawiłem z autobusu i powiedziałem, żeby poszedł za swoimi kolegami.
Drzwi się zamknęły i autobus odjechał.
Chwilę później przyszła jakaś roztrzęsiona kobieta, która zaczęła pytać wszystkich w koło, gdzie jest jej synek, bo na chwilę spuściła go z oka, żeby kupić bilety u kierowcy.
Tak, to był ten dzieciak.
Jeszcze nigdy tak szybko nie spieprzałem z autobusu jak wtedy.