Twoje historie z życia codziennego - TwojeHistorie.pl


REKLAMA


Dziś rano gdy jechałem do pracy dostałem od siostry SMS o treści


Dziś rano gdy jechałem do pracy dostałem od siostry SMS o treści:

"Pada mi bateria będę pod numerem 605******, zadzwoń szybko - bardzo się boje!!!".

Natychmiast zadzwoniłem pod ten numer... i dodzwoniłem się do Radia Maryja.

Siostra chciała mi poprawić humor, ale nie było mi do śmiechu kiedy ze zdziwienia zbyt późno zareagowałem i wjechałem w tył samochodu przede mną.





REKLAMA


Dziś rano po odśnieżeniu samochodu


Dziś rano po odśnieżeniu samochodu (-12st., zapomniałem rękawiczek), postanowiłem co nieco uprzątnąć bagażnik - nazbierały się tam jakieś butelki po napojach, gazetki reklamowe, itp. duperele.

Po wygarnięciu wszystkiego (no, mniej więcej) poszedłem z pełnymi rękami wyrzucić zebrane śmieci do kontenera kilka metrów dalej.

Wróciłem zadowolony do auta, zacząłem szukać kluczyków i po chwili zorientowałem się, że chyba wylądowały w kontenerze... Nic tak nie podnosi z rana ciśnienia jak nurkowanie w śmierdzącym kontenerze na śmieci.





REKLAMA


Obchodziliśmy na nowym mieszkaniu drugie urodziny córki


Obchodziliśmy na nowym mieszkaniu drugie urodziny córki.

Przyszli chrzestni.

Po pewnym czasie pochwaliłam się kajdankami znalezionymi w piwnicy, po poprzednich lokatorach.

Kajdanki były bez kluczyka.

Gdy nałożyłam je na przegub, mąż zatrzasnął mi je na ręce.

Po bezskutecznych próbach uwolnienia mąż zadzwonił do dyżurnego policji.

Ten stwierdził, że podjedzie patrol, który znajduje się najbliżej nas i je otworzą.

Zjawiło się dwóch panów, którzy mieli klucze do "hiszpanek".

Potem dojechało dwóch kolejnych, którzy mieli kluce do "angielek".

Kajdanki nie chciały się otworzyć, więc w asyście czterech rosłych policjantów udałam się do dużej "suki".

Pojechaliśmy do straży pożarnej, gdzie rozbawiona ekipa strażaków ("Nieźle się zabawiacie na patrolu") wybawiła mnie z kłopotu.





REKLAMA


Zaprosiłam moich rodziców na obiad do naszego nowego mieszkania


Zaprosiłam moich rodziców na obiad do naszego nowego mieszkania (dodam, że tuż po ślubie).

Odbierając ich z dworca zadzwoniłam do męża, żeby włączył piekarnik (obiad) - niestety nie odbierał.

Tuż po wejściu do domu przywitał nas krzyk:

"K... Gośka tyle razy ci mówiłem, nie opuszczaj deski, całą łazienkę upier...., ale to ty ją posprzątasz... k... k... k...".

Okazało się, że biegunka umie uprzykrzyć życie.

Na dodatek mój mąż uchodził do tej pory za osobę miłą, stateczną, bardzo we mnie wpatrzoną... mina męża po wyjściu z łazienki - BEZCENNA, rodziców - naprawdę ciężka do opisania.





REKLAMA