TwojeHistorie.pl - Historie z Życia Wzięte
REKLAMA
REKLAMA


REKLAMA


Wyprowadziłem się z domu. Moja mama płakała


Wyprowadziłem się z domu. Moja mama płakała, bo nie spodziewała się, że to nastąpi tak szybko i beze mnie będzie w domu pusto i cicho. Mój ojciec również miał łzy w oczach... bo zabrałem konsolę, a on jeszcze nie przeszedł swojej ulubionej gry.




REKLAMA

Dzień po odebraniu nowego auta z salonu


Dzień po odebraniu nowego auta z salonu ukradziono je nam. Mieliśmy wiele szczęścia bo tydzień później auto zostało znalezione w dziupli należącej do rozpracowywanej przez policję szajkę złodziei samochodowych. Parę miesięcy później szefowi zepsuło się auto, więc zaproponowałem, że go podrzucę do domu. Nagle zatrzymały nas dwa nieoznakowane radiowozy, wyskoczyli antyterroryści w maskach, kamizelkach kuloodpornych i z bronią w ręku. Przy wcześniejszym odzyskaniu auta nikt nie zgłosił do systemu, że auto zostało znalezione i oddane właścicielowi, więc nadal figurowało jako skradzione, a nas wzięto za przestępców. Zanim sytuacja się wyjaśniła, szef tak się zdenerwował, że dostał zawału.




REKLAMA

Dużo jeżdżę na rowerze. Latem często robię


Dużo jeżdżę na rowerze. Latem często robię sobie wycieczki po 100-150km i zwiedzam okoliczne atrakcje. Któregoś razu zauważyłem, że ktoś niechcący przypiął swój rower do mojego zamiast do barierki. Czekałem godzinę nikt się nie pojawił, popytałem kogo mogłem czyj to rower ale nic mi to nie dało. Do domu miałem 80 kilometrów, robiło się już późno więc zdesperowany zacząłem majstrować przy zapięciu i wtedy zostałem zaatakowany od tyłu. Zanim zdążyłem wyjaśnić sytuację zarobiłem parę solidnych kopów od potężnie zbudowanego dresa, który myślał, że próbuję ukraść jego rower. Zamiast do domu musiałem pojechać na najbliższy SOR, bo ból nie dawał mi spokoju. Złamane żebro zakończyło ten sezon rowerowy znacznie wcześniej niż zazwyczaj.




REKLAMA

Zawsze byłem zwolennikiem zamieszkania


Zawsze byłem zwolennikiem zamieszkania razem jeszcze przed ślubem. Wychodzę z założenia, że nie można kogoś w pełni poznać bez wspólnego mieszkania. Uratowało mnie to przed wielkim błędem. Spotykałem się przez parę miesięcy z super dziewczyną. Inteligentna, zabawna, a z wyglądu dosłownie mój ideał. Dogadywaliśmy się świetnie i byłem przekonany, że to ta jedyna. Wszystko zaczęło się psuć po wspólnym zamieszkaniu. Robiła awantury z byle powodu, a to źle odłożone buty, a to źle włożone naczynia do zmywarki, ale przebiła sama siebie kiedy wyrzuciła całe jedzenie z lodówki bo włożyłem do niej jaja kupione od gospodarza bez ich uprzedniego umycia. Darła się na mnie przy tym przez bitą godzinę, a ja tylko patrzyłem na nią w osłupieniu. Kiedy się uspokoiła powiedziałem jej jedynie, że z nami koniec.




REKLAMA


REKLAMA