Pies

Zdradzałem swoją dziewczynę od dłuższego czasu i nie chcę się wcale tym chwalić, to nie o to chodzi, nie jestem z tego dumny, ale też nie mam po co tego ukrywać, bo i tak się już wydało, więc opowiem wam, jak wpadłem. Przez jaki idiotyzm.
Tak, zrujnowałem sobie życie na własne życzenie, mogłem po prostu nie mieć romansu, więc mnie nie pouczajcie, bo już dostałem lekcję, ale teraz słuchajcie, jak to idiotycznie wyszło. Mieszkałem z moją dziewczyną, a z kochanką widywałem się... u nas w mieszkaniu. Moja dziewczyna wyjeżdżała często z domu i sprowadzałem kochankę właśnie do nas, bo było nam wygodniej. Dbałem o to, żeby nie zostawiła żadnych "śladów" i udawało mi się przez ładnych kilka miesięcy.
No i do rzeczy. Ja i dziewczyna mieliśmy psa, tzn. był jej, ale mieszkaliśmy razem, więc go razem wychowywaliśmy. To był bokser, który miał nierówno pod sufitem i lubił np. coś zjeść, często zżerał różne śmieci i trzeba z nim było jeździć do weterynarza. Moja dziewczyna pojechała z nim do lekarza, bo widziała, że ma odruch wymiotny i na pewno coś zjadł. Lekarz postawił psa na stole, podał mu jakiś zastrzyk i pies momentalnie zaczął wymiotować.
Wedle relacji weterynarza, którego potem pytałem, wyglądało to tak, że Maks wyrzygał kawałek piłki, którą pogryzł i zjadł, a następnie... majtki. Koronkowe, cieniutkie stringi. Weterynarz trochę się zaśmiał do mojej dziewczyny, że oto pani zguba, gorzej, że ona odparła, że... to nie jej majtki. I to prawda, ona takich nie nosi. Ma rozmiar M-L i nosi raczej zabudowane, a to były koronkowe stringi XS... No i cóż, przyszła z nimi do domu, takimi wyjętymi z psiej gardzieli, rzuciła we mnie, zaczęło się dopytywanie i uznałem, że nie ma co zwlekać. I tak się w końcu wyda, i tak miałem od niej odejść.
Przyznałem się do zdrady i wywaliła mnie z mieszkania. Dziękuję, pozdrawiam, pies to jednak nie jest najlepszy przyjaciel człowieka.
