Muszę wspomnieć, że mieszkam w Anglii, w odległości około

Muszę wspomnieć, że mieszkam w Anglii, w odległości około 3. godzin od Londynu. Wraz z żoną postanowiłem, że w tym roku pojedziemy (samochodem) do Londynu na sylwestra - było cudownie, piwko w pubie, punkt 24.00 byliśmy pod Big Benem.
Tragedia zaczęła się, gdy poszliśmy na parking (około 2. w nocy), gdzie zostawiliśmy samochód. Gdy wyjeżdżałem z parkingu, niefortunnie zahaczyłem tylną oponą o krawężnik, w związku z czym opona eksplodowała.
Pomyślałem - spoko, damy rade, wyjechałem z parkingu i zacząłem zmieniać oponę. Wyciągnąłem zapasowe koło, podnośnik i klucz... i następna tragedia -mój klucz, jak się okazało, jest wyszczerbiony. Próbowałem na wszystkie sposoby, ale tym kluczem nic nie mogłem zdziałać.
Zaczęliśmy prosić przechodniów (pijanych) o pomoc, zatrzymywaliśmy przejeżdżające samochody, niestety Anglicy nie posiadają w samochodzie takowego klucza.
Postanowiliśmy znaleźć najbliższą stację benzynową, żeby kupić klucz, byliśmy w trzech, jak się okazało w Anglii można kupić taki klucz tylko w wyspecjalizowanych sklepach, które będą otwarte za 2 dni - 3. stycznia.
Zaczęliśmy dzwonić do motor service o 4.00 w nocy, dzwoniliśmy chyba do 5.00, niestety usłyszałem jedynie automatyczne sekretarki. Około 9.00 rano oddzwoniła jedna pomoc drogowa. Po wyjaśnieniu całej sprawy, Pan, z którym rozmawiałem, był bardzo zdziwiony, ale obiecał ze przyjedzie za godzinkę. O 11.00 pojawił się miły Pan, który za pożyczenie mi klucza zainkasował 80 funtów...
