Z moją narzeczoną byłem w związku od pierwszego roku studiów

Z moją narzeczoną byłem w związku od pierwszego roku studiów. Odkąd tylko pamiętam zawsze była o mnie bardzo zazdrosna. Uważam, że było to bezpodstawne, bo nigdy nie utrzymywałem żadnych zażyłych kontaktów z dziewczynami. Ponieważ ją kochałem i zależało mi na jej komforcie psychicznym, ustaliliśmy wspólnie, że jeszcze bardziej ograniczę swoje znajomości z innymi kobietami. Kilka miesięcy temu w czasie, kiedy ja byłem w delegacji, moja narzeczona zaprzyjaźniła się ze swoim kolegą z pracy. Zaskoczyła mnie tym niesamowicie bo sądziłem, że umowa działa w obie strony. Upierała się, że to tylko przyjaciel i nic z tego nie wyniknie. Niestety nie miała racji i kolega po kilku tygodniach zaczął przysyłać jej jakieś liściki miłosne. Moja narzeczona przyznała się do błędu i obiecała nigdy więcej nie wkręcić się w taki bezsensowny układ. Nie minęły nawet dwa miesiące kiedy pojawił się kolejny "tylko przyjaciel". Tym razem już bardziej stanowczo zacząłem przekonywać ją do ograniczenia kontaktów z tym facetem. Niestety po raz kolejny nie posłuchała mnie i skończyło się tak samo jak w pierwszym przypadku. Wybaczyłem jej kolejną wpadkę i trochę zdołowany poszedłem do baru na kilka piw. Tam spotkałem kolegę, który jako pierwszy zakochał się w mojej narzeczonej. Po kilku głębszych zaczął mi opowiadać o tym, że moja narzeczona jest największą flirciarą w firmie. Kiedyś zwierzyła mu się nawet, iż podnieca ją bycie w związku i flirtowanie z innymi facetami. Nie muszę chyba dodawać, że następnego dnia zerwałem zaręczyny...
