Dziś rano siedziałem sobie w bibliotece przy komputerze

Dziś rano siedziałem sobie w bibliotece przy komputerze i słuchałem muzyki na słuchawkach. W pewnym momencie przy komputerze obok siada pewna blondynka, z wyglądu taka fajna sekretara. Siedzi przy tym kompie, ale coś jej nie gra. Włącza go, wyłącza, rusza myszką, klika coś na klawiaturze, ale komputer nie chce jej się włączyć. Męczyła się tak z 5 minut. W końcu zrezygnowana puka mnie palcem w ramię, ja ściągam słuchawki, a ona do mnie, że komputer się zepsuł i czy jej pomogę, bo ona nie ma pojęcia, co się dzieje. Trzeba było widzieć jej minę, jak popatrzyłem na komputer i z bananem na ryju kliknąłem guzik na monitorze, który cały czas był wyłączony.
