Pracowałem niegdyś w markecie budowlanym jako doradca klienta

Pracowałem niegdyś w markecie budowlanym jako doradca klienta na dziale sanitarno-hydraulicznym. Nie byłem jeszcze całkiem zaznajomiony ze wszystkim, a ponadto chyba każdemu zdarza się mieć "zaćmienie", kiedy po prostu nawet prostej rzeczy się nie kapuje. No więc pewnego dnia podchodzi do mnie klient i grzecznie pyta o konopie (inne nazwy to: końskie włosie lub pakuły - do uszczelniania rur). Ja w szoku. Myślę sobie: "kurde, facet chce kupić maryśkę". Mówię zdezorientowany, że nie mamy. A on naciska, czy na pewno itd. To mu wydukałem w ciągłym szoku, że "może na dziale ogród..."
