Były ostatki, więc postanowiliśmy z małżonką zaprosić jej

Były ostatki, więc postanowiliśmy z małżonką zaprosić jej znajomą wraz z nowo poznaną sympatią. Mieliśmy zamiar wypić butelkę - dwie i udać się na jakieś tańce.
Chłopak znajomej - przedstawiony jako Grzegorz - jest osobą posiadającą szeroką wiedzę (zwłaszcza historyczną), a jako że i ja bardzo lubię tę gałąź nauki, spędzaliśmy miło czas przy kieliszku, dyskutując nad meandrami dziejów przeszłych.
Gdy rozmawialiśmy o końcówce drugiej wojny światowej, trochę się uniosłem i wykrzyknąłem coś na kształt: "Pierd*** mordercy z UPA!". I w tym momencie dostałem (bardzo zresztą solidnie) w twarz.
Co się okazało? Grzegorz to tak naprawdę Hryhoryj, pochodzi z Ukrainy, a wioskę jego babci (wraz z nią samą) spalili działacze AK/ band pochodzenia polskiego.
Bilans? Dostałem w gębę we własnym domu, wieczór zakończony nim się zaczął, ponadtygodniowe limo pod okiem i nowa ksywka w pracy: Bojownik za Polskę....
