Pewnego czerwcowego dnia dwa lata temu , wracałem z wsi

Pewnego czerwcowego dnia dwa lata temu , wracałem z wsi niedaleko Legnicy do Sosnowca w nocy jak przysłowiowe złamanie karku bez przygotowania i rozeznania tematu . Pierwszą część trasy (około 15 kilometrów do Legnicy) podwiozła mnie parka składająca się z średnio rozgarniętej tapeciary oraz karka wyraźnie w stanie nietrzeźwym . Jako że była 22 godzina a ja byłem w szczerym polu nawet taka okazja była dla mnie marzeniem . Po przebyciu tego odcinka trasy w strasznych nerwach w środku nocy w obcym mieście koledzy kierowcy który mnie zabrał z serca niczego poczekali ze mną na autobus do Wrocławia żeby mi nikt nie zrobił krzywdy . Bałem się jak nigdy . Gdy dojechałem do Wrocławia koledzy poprzedniej ekipy zawiadomieni przez nich zabrali mnie na piwo , pokazali gdzie mam iść na pociąg a w dodatku obficie częstowali mnie papierosami . Gdy zapakowali mnie w pociąg całego a nie martwego jak się spodziewałem patrząc na ich twarze odczułem ulgę . Finał historii jest tragikomiczny . Otóż w przedziale jechałem ze starszą , na oko 70 letnią , bardzo miłą panią . Poczęstowała mnie kawą i obiecała że jakbym zasnął to mnie obudzi w Katowicach . Gdy obudziłem się w Krakowie bez portfela byłem zdziwiony . Nie potrafię opisać swojego zdziwienia , jakie mnie ogarnęło kiedy dowiedziałem się od współpodróżnych że "moja babcia"poszła w Katowicach kupić mi za moje pieniądze herbatkę i już nie wróciła . Bilans wycieczki ? Przysłowiowe zakapiory okazały zrozumienie i współczucie i jestem im naprawdę wdzięczny , a starsza pani ogołociła mi portfel zabierając nawet bilet i część dokumentów . Stereotypy są przecudowne.
