Cały poprzedni rok, średnio raz na tydzień, jeździłem po męża

Cały poprzedni rok, średnio raz na tydzień, jeździłem po męża mojej siostry na lotnisko.
Nie ważne czy to była 3, 4 czy 5 w nocy.
Strasznie się przez to nie wysypiałem, wiadomo do pracy na 6.
Marudziła na to moja dziewczyna ale ja usilnie twierdziłem, że co w rodzinie to nie zginie, na pewno się zwróci.
W zeszłym tygodniu potrzebowałem by mnie ktoś odebrał z dworca.
Zadzwoniłem więc do mojego szwagra, na co on mi odpowiada, że chyba zwariowałem, że on ma się niby przeze mnie nie wyspać?
I się rozłączył...
Dodam, że potrzebowałem odebrania mnie z dworca o 23.
