Historia mojej naiwności. Byłem studentem studiów dziennych na

Historia mojej naiwności.
Byłem studentem studiów dziennych na AGH kierunek geodezja. Ogólnie trudno się było dostać a żeby utrzymać się na tym kierunku naprawdę dużo czasu poświęcałem na naukę. Na miesiąc przed wyborem profilu studiów postanowiłem wybrać najbardziej prestiżową w danym okresie specjalizację na którą dostać się mogło tylko 15 osób z roku a decydować miała średnia ocen. Byłem jednym z prymusów nie dlatego ,że byłem wybitny ale dlatego ,że naprawdę zależało mi aby udowodnić ojcu ,że sobie poradzę. Wiedziałem ,że dostanę się z jednym z lepszych wyników.
Wtedy jak grom z jasnego nieba zadzwonił telefon z propozycją pracy w naprawdę dobrej firmie w Krakowie. Zadzwonił do mnie bezpośrednio Dyrektor X i zaproponował zatrudnienie na rewelacyjnych warunkach ( auto służbowe , pensja wyższa od górniczej emerytury mojego ojca, liczny system wynagrodzeń dodatkowych ) Nie myśląc wiele zgodziłem się tym bardziej ,że Pan X zaproponował mi opłacenie w całości studiów zaocznych. Niestety w trybie zaocznym mojego wymarzonego kierunku nie było ale wtedy czułem się jak zdobywca świata i prezes wielkiej korporacji jednocześnie.
Puenta. Dyrektor X zwolnił mnie po 3 miesiącach pracy nie podał żadnego powodu. Dowiedziałem się parę miesięcy później ,że Pan X jest dziadkiem jednego z moich "kolegów"z uczelni i w momencie gdy ja zrezygnowałem ze studiów "kolega"miał większe szanse na to by dostać się na ten sam kierunek.
