Kiedyś pracowałam w dużej korporacji gdzie podstawą komunikacji

Kiedyś pracowałam w dużej korporacji gdzie podstawą komunikacji zespołu z bezpośrednim przełożonym, dyrektorem działu a także innymi zespołami była forma mailowa. Maila wysyłało się do tak zwanej wiadomości ogólnej, do konkretnego zespołu (w zależności od lub do jednej osoby. Ponieważ na oupen-space siedziało nas dobrze 70 osób to głupio by było krzyczeć i rozmawiać zatem wszelka konwersacja między nami (zwykłymi trybikami) odbywała się także tą drogą, poprzez założenie odrębnej grupy mailowej.. Któregoś dnia, po kolejnym podniesieniu targetów (już i tak nie możliwych do wyrobienia)oraz braku wsparcia ze strony koordynatorki zaczęliśmy wylewać gorzkie żale. Mówić otwarcie gdzie mamy tę pacę, kim są nasi szefowie, co nam mogą zrobić, ile wiedzą itd. I tak przez dobrze 6 godzin pracy, toczyła się dyskusja przesączona sarkazmem, złośliwością wyrażoną często bardzo dosadnym językiem... Niestety w pewnym momencie chciałam poprosić o skorygowanie błędu ale że nie wiedziałam do jakiego działu wysłać to puściłam na forum ogólnym... Niestety zmieniłam tylko i wyłącznie nadawcę więc cała historia naszych płomiennych przekonań na temat szefa, koordynatorki i firmy trafiła na forum ogólne do publicznej wiadomości... Zorientowałam się bardzo szybko... jak tylko zobaczyłam wstających kolejno uczestników naszego mailingu, którzy słali gromy w moją stronę... Większość tam już nie pracuje, ja zwolniłam się pierwsza...
