Jako że jestem miłośniczką gier planszowych, postanowiłam wziąć

Jako że jestem miłośniczką gier planszowych, postanowiłam wziąć na imprezę sylwestrową reprezentatywny stos pudełek z mojej mojej kolekcji. Dodatkowo przygotowałam karteczki potrzebne do prostej zabawy, która w dużym skrócie polegała na wykonywaniu wylosowanych zadań. Impreza odbywała się pod czujnym okiem rodziców gospodyni, między nogami pałętał się jej młodszy brat, a sama gospodyni okazała się być kompletnie niezorganizowana. Jednym słowem- najgorsza impreza na jakiej byłam w moim krótkim, piętnastoletnim życiu. Szybko usiedliśmy w kole i przeszliśmy do zabawy z karteczkami. Tata gospodyni w przypływie nastoletniego ducha postanowił do nas dołączyć. Każdy posłusznie wykonywał polecenia (wzbudzając najczęściej salwy śmiechu). Do czasu. Tata koleżanki po kolejnym losowaniu zrobił złowrogą minkę i odmówił wykonania zadania. Rzucił karteczkę, nakazał natychmiast zmienić grę i wyszedł. Od tego momentu wizyty rodziców koleżanki drastycznie się nasiliły.
Co było na karteczce? - "Całuj się namiętnie z osobą po prawej, masując jednocześnie stopy osoby po lewej". Okazało się, że część kartek to twórczość mojego postrzelonego brata. Jak się później okazało miałam sporo szczęścia- była to jedna z bardziej softcorowych rzeczy w puli. Większość zadań brata polegała na wkładaniu różnych przedmiotów w odbyt, dla przykładu: Wbij gwóźdź z młotkiem w dupie". Erotyzmu było stosunkowo niewiele, ale przecież mój braciszek ma dopiero 9 lat...
