Razem z koleżanką wracałam autobusem do domu

Razem z koleżanką wracałam autobusem do domu.
Wychodziłam tyłem, żegnając się z nowo poznanymi znajomymi.
Nie zauważyłam stopnia i potknęłam się.
Pociągnęłam za sobą kasę fiskalną (wartą 4 tysiące), która spadła po schodkach, połamała się i wpadła do kałuży.
Zamoczyły się bilety. Zaginął kluczyk, szukaliśmy go przez pół godziny.
Następnego dnia okazało się, że wpadł mi do kieszeni płaszcza.
Teraz, gdy zdarzy mi się powiedzieć coś głupiego, mój chłopak śmieje się i mówi "teraz wy*ebałaś, jak kasa z autobusu".
