Ja i mój mąż należymy do wspólnoty modlitewnej

Ja i mój mąż należymy do wspólnoty modlitewnej.
Co tydzień jeździmy do domu kogoś ze wspólnoty na modlitwę, a potem każdy po kolei opowiada wydarzenia z minionego tygodnia.
W tym tygodniu mieliśmy dodatkowego gościa-biskupa diecezji radomskiej.
Była akurat nasza kolej goszczenia w domu.
Razem z mężem posprzątaliśmy cały dom, a ja upiekłam trzy ciasta i kupiłam 9 rodzai kaw, by się nam miłej rozmawiało.
Kiedy wszyscy razem z biskupem stanęliśmy w kole i złapaliśmy się za ręce do odśpiewania modlitwy rozpoczynającej spotkanie - do pokoju wszedł nasz 3-letni syn z nocnikiem w ręce i stanął z nim w środku koła.
Bardzo często używał nocnika jako krzesła, więc ja i mój mąż nie zareagowaliśmy.
W pewnym momencie zdjął spodenki i zaczął robić grubszą sprawę, bardzo głośno przy tym stękając.
Widok ludzi próbujących nie zwracać uwagi na syna - bezcenny.
