Przeprowadziłem się niedawno w okolice Rzeszowa, do wioski w

Przeprowadziłem się niedawno w okolice Rzeszowa, do wioski w której od jakiegoś czasu mieszkają już moi rodzice razem z babcią. Pewnego razu do każdego domu przychodzili świadkowie Jehowy. Dzień był dość zimny, w dodatku padało więc zrobiło mi się ich trochę żal. Zaprosiłem ich do środka, wypiliśmy herbatę i chwilę porozmawialiśmy. Nic to dla mnie nadzwyczajnego bo gdy mieszkałem w mieście to czasami rozmawiałem ze świadkami. Zawsze byli mili, a ja lubię gawędzić z ludźmi którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Ustaliłem z nimi, że jeśli tylko będą w okolicy, a ja będę miał chwilkę czasu to chętnie z nimi znów porozmawiam. Na odchodne, przy furtce powiedziałem im "do następnego razu". Słyszała to przechodząca obok sąsiadka. Po jakiejś godzinie przyszła do mnie moja mama razem z babcią. Urządziły mi awanturę nie z tej ziemi twierdząc, że zapisałem się do "kociarzy", teraz będę razem z nimi chodził po ludziach, a one nie będą miały życia przez sąsiadów. Nie przejąłem się tym zbytnio i szybko zapomniałem o całej sytuacji. Kilka dni później kiedy wróciłem z pracy na ścianie mojego domu były sprayem namalowane napisy "ANTYCHRYST!", "DO GAZU!", itp. Poza tym co kilka dni rano przed drzwiami znajdowałem krzyże i różańce. Policja nie była w stanie ustalić czyja to sprawka, a sąsiedzi stali się dla mnie bardzo nieprzyjemni. Zamontowałem więc na ścianie kilka kamer. Kiedy przejrzałem nagrania okazało się, że w tych nocnych akcjach brało udział pół wsi, w tym moi rodzice i dziadkowie. Dodam tylko na koniec, że dom sprzedałem, a z rodzinką nie utrzymuje już kontaktu.
