Nie mam szczęścia do ŻADNYCH pojazdów. W gimnazjum miałem

Nie mam szczęścia do ŻADNYCH pojazdów. W gimnazjum miałem poważny wypadek na rowerze, po którym spędziłem 2 tygodnie w szpitalu, tuz przed egzaminami. Po przeprowadzce do UK kopiłem samochód, który okazał się mocno uszkodzony. Nie dało się więc nim jeździć, podczas gdy ja płaciłem bajecznie wysokie ubezpieczenie (£2000 w błoto). Jakieś 2 miesiące temu kopiłem nowy motor, żeby dojeżdżać do pracy. W ciągu pierwszego tygodnia był u naprawy dwa razy - wada produkcyjna skutkująca wymianą części. No cóż, zdarza się. Podstawa gwarancji jest regularne serwisowanie tak wiec oddałem motor do przeglądu, tylko po to żeby dzień później odebrać telefon, że mój motor został rozbity podczas jazdy kontrolnej a mechanik, który go prowadził wylądował w szpitalu. Tymczasowo serwis wypożyczył mi swój motor treningowy, żebym miał czym do pracy jeździć. Wczoraj tuż po powrocie z pracy zaparkowałem motor i ledwo z niego zszedłem, kiedy zobaczyłem za plecami "lekko"pijanego murzyna, który chciał, abym mu dal pojeździć na motorze. Po krótkiej wymianie zdań, podczas której usilnie go prosiłem o opuszczenie mojego terenu owy jegomość uderzył mnie - na szczęście miałem na sobie kask - po czym wywrócił motor. Usiłując go podnieść, wyłamał lusterko oraz porysował bok, podczas gdy ja zamknięty w mieszkaniu dzwoniłem na policje. Oczywiście koleś zdążył się oddalić zanim stróże prawa przyjechali. Ojciec powiedział, żebym może poszedł na marynarza bo mi z innymi pojazdami nie wychodzi.
