Byłem w wakacje na mazurach, dowiedziałem się przez telefon

Byłem w wakacje na mazurach, dowiedziałem się przez telefon, że koniec internetowej rekrutacji na studia, wypada tydzień wcześniej niż myślałem. Staliśmy akurat w trzcinach więc popłynąłem wpław przez jezioro do hotelu na przeciwko spytać czy mają internet. Okazało się, że mają awarię i wysłali mnie do następnego hotelu pół kilometra dalej. Kiedy szedłem drogą samochód pełen zakonnic zatrzymał się i zostałem zapytany o drogę do najbliższego miasta. Zakonnice z radością zaproponowały mi podwózkę gdyż tam na pewno jest kafejka internetowa. Kafejka jak i połowa sklepów była zamknięta. Zaczął padać deszcz. W jedynym otwartym monopolowym pozwolono mi skorzystać z internetu. Tam dopiero okazało się, że nie pamiętam numeru dowodu, nie mam ze sobą portfela ani komórki, a rodzice pozmieniali ostatnio numery telefonów, wiec nawet ze sklepu nie miałem jak zadzwonić. Wracałem pieszo 15km.
