Kiedyś wynajmowałem kawalerkę, której jedyną wadą była sąsiadka

Kiedyś wynajmowałem kawalerkę, której jedyną wadą była sąsiadka z dołu. Tytułem wstępu była to głupia, brzydka, stara panna. Niezaprzeczalnie miała coś z głową i waliła w ściany, gdy w kamienicy pojawiał się jakiś hałas. Głośne słuchanie muzyki pominę, baba pukała w sufit nawet, gdy się w nocy kąpałem albo spuszczałem wodę w toalecie. Razu jednego wróciłem późno z ogniska i chciałem się wykąpać. Niestety stary, gazowy junkers po zakręceniu ciepłej wody wcale nie zamierzał zakończyć swojego działania, więc gdy nie było płomienia ochoczo wypełnił łazienkę gazem. Nie miałem nawet czasu zareagować, kiedy wszystko pieprzło! Pijany ma szczęście, więc mi się nic nie stało, ale powyginały się rury i zaczęła ciurkiem lecieć woda. Po 10 sekundach z jeszcze większym hałasem niż wybuch gazu... odezwała się sąsiadka waląc miotłą w sufit i wrzeszcząc, że jest hałas.
