Pracowałem w firmie budowlanej wykonującej zlecenia dla dużych zakładów produkcyjnych. Tego dnia miałem za zadanie wykopać długi rów przed biurowcem. Dzień wcześniej jeden z pracowników, będący jednocześnie synem właściciela, miał zaznaczyć słupkami od którego miejsca mam kopać. Zaznaczył to miejsce jednak dla pewności poprosiłem go aby jeszcze raz sprawdził w projekcie czy nie ma tam żadnych kabli ani rur. Po chwili powiedział, że na pewno nie ma tam nic. Kopałem więc spokojnie przez kilka minut po czym wbiłem się łyżką w wiązkę światłowodów. Szef zwolnił mnie oraz obciążył kosztami naprawy zniszczeń. Jak się potem okazało, synek któremu uwierzył, oglądał plany odwrócone o 180 stopni.