
Moja kuzynka jechała nad morze i w mieście gdzie mieszkam miała przesiadkę do innego pociągu. Zadzwoniła więc do mnie z pytaniem czy nie chciałbym się z nią wybrać gdzieś na obiad bo przyjedzie za 5min i ma 2 godziny wolnego czasu, a zupełnie nie zna miasta i nie wie co robić. Nie widziałem się z nią już kilka dobrych lat bo nigdy nie było okazji więc chętnie zwolniłem się na te 2 godziny i poszedłem razem z nią do mojej ulubionej restauracji. Potem odprowadziłem ją na pociąg i wróciłem do pracy. Gdy przyjechałem wieczorem do domu narzeczona zrobiła mi niesamowitą awanturę. W przedpokoju stały walizki z jej rzeczami spakowanymi do wyjazdu, a jej mamusia była już w drodze do nas. Wszyscy sąsiedzi zapewne usłyszeli jak wyzywała mnie od najgorszych oszustów, kłamców, itd... Dopiero po godzinie dała mi dojść do słowa. Okazało się, że jej przyjaciółka zobaczyła jak odprowadzam na peron jakąś dziewczynę, a potem ją obejmuję. Oczywiście przyjaciółka aby wzmocnić przekaz dodała zmyślone przez siebie fakty, np. że trzymaliśmy się za ręce, a zamiast "misia"na pożegnanie obściskiwaliśmy się i namiętnie całowaliśmy. Moja narzeczona uwierzyła mi dopiero gdy sama zadzwoniła do rzeczonej kuzynki, która opowiedziała jej o wszystkim, a przyjaciółka przyznała, że "rzeczywiście mogło to wyglądać trochę inaczej niż początkowo opisała".