Powiem wprost- moja babcia (mama mamy) jest najzwyczajniej w

Powiem wprost- moja babcia (mama mamy) jest najzwyczajniej w świecie wredna.
Najbardziej nie znosi mojego taty i przy każdej okazji mu docina.
Tydzień temu na świat przyszła moja siostrzyczka.
Babcia przyszła zobaczyć swoją nową wnuczkę.
Spytała, jak będzie mieć na imię, ale nim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, wypaliła:
-Może dajcie jej na imię Regina?
Mama zaprzeczyła i powiedziała, że będzie się każdemu głupio kojarzyć:
-TakÄ… nazwÄ™ nosi papier toaletowy.
-No właśnie, będzie idealnie pasować! W końcu g*wniany ojciec - odpowiedziała babcia.
Bardzo podobała mi się dziewczyna, która była hodowczynią yorków

Bardzo podobała mi się dziewczyna, która była hodowczynią yorków. Zagadałem, w rozmowie wyszło, że też mam takiego psa (a nie mam). Po kilku spotkaniach stwierdziła, że chciałaby zobaczyć jak mieszkam. Qurna, pożyczyłem yorka od matki kumpla, żeby nie było, że kłamałem. Żeby go obłaskawić, troszkę go podkarmiałem szynką, serem żółtym itd. Kiedy przyszła dziewczyna, pies dostał amoku - zaczął gwałcić jej nogę, podarł jej rajstopy, pogryzł mi rękę, którą go odsuwałem. Po całej akcji, jak go zamknąłem w salonie, dostał potężnej sraczki. Nie wiedziałem, że ten skurczybyk jest agresywny w stosunku do samców, gdy w pobliżu pojawia się suczka z cieczką. Suki mojej wybranki miały cieczkę, a mnie potraktował, jak rywala. I jeszcze się dowiedziałem, że york je dziennie 10 dkg jedzenia - ja mu dałem naraz w sumie ze dwa razy tyle... A także, że małego, gryzącego psa trudniej złapać niż dużego. Z randki wyszły nici, a ja zyskałem 2 szwy i opinię kłamcy .
Jestem tegorocznym maturzystÄ…

Jestem tegorocznym maturzystÄ….
Fakt faktem, przez pierwszy semestr nie rwałem się do nauki, ale stwierdziłem, że ferie to dobry czas, żeby w końcu zacząć, wszak swoje ambicje mam.
Postanowiłem zacząć od prezentacji z polskiego, żeby potem skoncentrować się tylko na przedmiotach, które będą mi potrzebne.
Po przeczytaniu niezbędnych mi materiałów, zacząłem pisać.
Po blisko 5-ciu godzinach pracy, został mi ostatni akapit do napisania.
Kiedy zaczynałem, do pokoju wpadła moja rodzicielka, wyrywając przedłużacz z gniazdka, krzycząc, że jestem leniem, który zamiast się uczyć siedzi przed komputerem.
Chyba nie muszę mówić, że nie zapisałem pliku...
Swego czasu w miesięczniku

Swego czasu w miesięczniku "Detektyw"była taka rubryka, pt. "Oficer MO opowiada"- tak albo jakoś podobnie się nazywała. W każdym razie jest tam historia, którą tu przytaczam z pamięci. Otóż nocą, w pewnej wsi złodzieje okradli sklep. Rankiem przyjechała na miejsce (wtedy jeszcze) Milicja, dokonała oględzin, zrobiła, co miała zrobić, a kiedy już chciała wracać, okazało się, że zepsuł się radiowóz. Chcąc nie chcąc, milicjanci musieli wracać pieszo. Było lato, skwar niemiłosierny. Pies, który im towarzyszył szedł ze zwieszoną głową i z wywieszonym językiem. Po przejściu sporego kawałka drogi, milicjanci postanowili wejść do jakiegoś domu i poprosić o szklankę wody. Wchodzą na podwórko, a tam z chałupy wychodzi chłop z rękami do góry i mówi: "Panowie, to ja już wszystko powiem, jak to było". I złożył szczegółowe zeznanie, jak to nocą, ze szwagrem obrobili sklep. I na koniec chłop mówi tak: "Tylko powiedzcie mi, panowie, jak to jest... Pies was przyprowadził drogą, a myśmy przecież uciekali polami."
