Wychodzę właśnie z ciężkiej depresji, raz jest lepiej

Wychodzę właśnie z ciężkiej depresji, raz jest lepiej, raz gorzej. Z racji tego, że długie lata z tym walczyłam, mocno przytyłam, bo jedzenie pozwalało mi odreagować problemy, a do tego nie miałam chęci i sił na żadne diety itp. bo były dni, że nawet umycie włosów było wielkim sukcesem. Z racji, że już jest dużo lepiej i zaczynam jakoś się ogarniać z pomocą leków i psychologa, postanowiłam w końcu coś ze sobą zrobić i prócz dietetyka, zapisałam się na siłownię. Na początek rowerek, żeby nie obciążać stawów, bo jestem za gruba na bieganie i już od samego chodzenia bolą mnie stopy. Już pierwszego dnia mocno się zniechęciłam, bo słyszałam za plecami jakieś śmiechy i coś w stylu "i tak nie schudnie, jest tak zapasiona, że nie da rady". Autorkami komentarzy były ładne, wysportowane dziewczyny. Kupiłam zatem własny rowerek treningowy i rozpoczęłam ćwiczenia. Niestety sąsiadowi z dołu to przeszkadzało i co chwilę dzwonił na policję, że mu zakłócam spokój, bo rower trzeszczy i skrzypi, mimo podłożonej specjalnej maty. Pomyślałam, że w takim razie pójdę chociaż na siłownię plenerową. Wybrałam się jak jeszcze było ciemno, żeby nikt mi nie przeszkadzał. Tam z kolei jak już zaczęło się robić jasno, przypałętała się jakaś banda chłopaków i zaczęli się naśmiewać, że mam takie opony na brzuchu, że mogłabym robić za oponę od tira. Teraz siedzę w domu i powstrzymuję się od płaczu i pójścia do sklepu po jakieś niezdrowe żarcie. Nie chcę zaprzepaścić tego wszystkiego co do tej pory osiągnęłam, ale właśnie straciłam chęci do dalszej walki.
