Zobaczyłem faceta, który rusza spod sklepu z jakąś walizką

Zobaczyłem faceta, który rusza spod sklepu z jakąś walizką na dachu.
Pobiegłem za nim wymachując gorączkowo rękami i poślizgnąłem się na śliskiej lodowo-błotnej brei i upadłem.
Facet zatrzymał się i ze śmiechem wytłumaczył mi, że to taksówka, a on zakrył znaczek pokrowcem żeby nikt nie próbował łapać kursu.
Nie miałem możliwości się przebrać i przez kolejne trzy godziny paradowałem w mokrych i brudnych ciuchach.
