Facet w autobusie zaczął krzyczeć na drugiego, że jest złodzieje

Facet w autobusie zaczął krzyczeć na drugiego, że jest złodziejem i ma mu natychmiast oddać portfel.
Wskazany tłumaczył spokojnie, że to jakieś nieporozumienie i on jest studentem, a nie kieszonkowcem i nikomu nic nie ukradł.
Muszę szczerze przyznać, że był taki spokojny i opanowany, że faktycznie ten pierwszy sprawiał wrażenie świrniętego bo się czerwienił, pieklił i krzyczał. Reszta pasażerów miała chyba podobne odczucia bo nikt nie zareagował.
Okradziony wyjął telefon i zagroził, że zdzwoni na policję.
Autobus zajechał na przystanek, drzwi się otworzyły i wtedy "student" wyrwał mu telefon z ręki i uciekł.
W tym momencie wszyscy uwierzyli, że to jednak był prawdziwy złodziej...
